AI w branży randkowej, czyli Twój rizz w oczach kalkulatora - zapowiadamy Poradnik (nie)romantyczny
06 lutego 2026
Sztuczna inteligencja weszła do aplikacji randkowych na dobre i przejęła władzę. To AI wybiera Ci kandydata, który w teorii powinien spełnić Twoje najskrytsze fantazje. Zanim jednak pomyślisz by uciekać przed technologią do bieszczadzkiego lasu (co też ma swoje ryzyka, głównie kleszcze), przyjrzyjmy się tej nowej, cyfrowej rzeczywistości - zapowiadamy "AI"gorytm na miłość, czyli nasz Poradnik (nie)romantyczny.
W poprzedniej edycji poradnika pisałam, że część firm już korzysta lub testuje funkcje sztucznej inteligencji, np. do selekcji zdjęć lub do wspierania algorytmów wyświetlania poszczególnych profili użytkowników osobom, które mogą być nimi zainteresowane. Czas porzucić złudzenia, teraz robią to już wszyscy liczący się na rynku gracze. Jeśli ktoś odpisuje Wam na wiadomość o trzeciej rano, używając nienagannej polszczyzny i wykazując się błyskotliwością godną Oscara Wilde’a, to z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością rozmawiacie z algorytmem. I ten algorytm prawdopodobnie ma o wiele ciekawsze życie wewnętrzne niż my wszyscy razem wzięci.
Troszkę statystyk na początek (z obcego podwórka, ale my jesteśmy światowi):
- 47% dorosłych w USA deklaruje, że korzystają z narzędzi AI, do pisania swoich bio,
- 51% randkujących online uważa, że algorytmy są niezbędne do filtrowania dopasowań,
- Tinder generuje 1,6 miliarda przesunięć dziennie, dzięki algorytmom dopasowania AI.
Twój randkowy asystent, czyli narodziny „Rizz apps”
Siedzisz przed ekranem, gapiąc się na zdjęcie kogoś, kto wygląda jak bóstwo z Twoich marzeń, a jedyną rzeczą, jaką umiesz wykrzesać jest błyskotliwe „Hej, jak tam?” Tu na scenę wkraczają tak zwane Rizz apps, czyli asystenci randkowi, których zadaniem jest pomaganie użytkownikom w flirtowaniu i podtrzymywaniu rozmów. Nazwa pochodzi od słowa charisma, które dzisiejsza młodzież skróciła, bo pełne słowa są najwyraźniej zbyt męczące dla kciuków. Asystenci w cyfrowej przestrzeni zmieniają Cię w charyzmatycznego, pełnego uroku poliglotę, przy którym Pan Darcy wypada blado.
Mechanizm jest prosty jak konstrukcja cepa: robisz zrzut ekranu profilu, rozmowy lub opisu swojej ofiary... przepraszam, wybranki lub wybranka, wrzucasz do aplikacji korzystającej z AI, a ta generuje Ci propozycje zagajenia, gotowe teksty na podryw lub np. cięte riposty. Możesz mieć wersję dowcipną, intelektualną, romantyczną, co tylko chcesz. Z takim wsparciem ogranicza Cię tylko Twoja wyobraźnia. Zaawansowane algorytmy uczą się stylu komunikacji użytkowników, aby generowane wiadomości brzmiały naturalnie i pasowały do poczucia humoru.
Same zalety? Dla właścicieli tych aplikacji i ich zysków tak, dla użytkowników tylko pozorne. Matchmaking staje się płynniejszy, rozmowy błyskotliwe, a wskaźnik frustracji spada. Tylko jeśli on używa AI do pisania wierszy, a ona używa AI do ich interpretowania, to w rzeczywistości mamy do czynienia z randką dwóch serwerowni w Iowa (przykładowo), które zużywają gigantyczne ilości prądu i wody. Tymczasem przed ekranem smartfona dwoje ludzi zastanawia się, skąd w nich nagle taki polot i są gotowi uwierzyć, że to przecież ich własny potencjał, który dotąd pozostawał w ukryciu.
Inwazja botów – „dobry bot” i „zły bot”
Boty to idealni pracownicy. Nie śpią, nie chorują, nie mają fochów, utrzymują „zaangażowanie użytkownika” i nie trzeba za nich płacić ZUS-u. Wykorzystanie botów w aplikacjach randkowych można podzielić na dwie główne kategorie:
- Wsparcie i optymalizacja, czyli boty „dobre”
Do tej kategorii zaliczamy wyżej opisanych asystentów randkowych AI i wszystkie rodzaje botów służących do wsparcia technicznego.
- Oszustwa i wyłudzenia, czyli boty „złe”
W tej kategorii mamy boty do wyłudzania danych i phishingu. W skrócie: fałszywe profile, sterowane przez gotowe skrypty, nawiązujące znajomości, a następnie podsyłające podejrzane linki lub wyłudzające dane osobowe, np. pod pozorem „weryfikacji”. Mamy też boty, które masowo wysyłają wiadomości reklamujące strony dla dorosłych lub platformy inwestycyjne. Kilka kroków i możesz być akcjonariuszem spółki z wysoką dynamiką przychodów i znaczącym wzrostem wartości portfela.
Plotka głosi, że aplikacje randkowe wykorzystują też AI do stymulowania ruchu. Jeśli algorytm widzi, że od trzech dni nikt do Ciebie nie napisał i zaczynasz myśleć o odinstalowaniu aplikacji, nagle pojawia się „Ania, 28 lat, miłośniczka podróży”, która pyta, jak Ci minął dzień. Ania nie istnieje. Ania jest zbiorem danych, który ma Cię zatrzymać w aplikacji na kolejne dziesięć minut, żebyś zdążył zobaczyć trzy reklamy kredytu gotówkowego.
AI-profilowanie: atrakcyjność w oczach kalkulatora
Ocena koni na targu obejmuje budowę anatomiczną, stan kopyt, chód i kondycję w skali BCS. Ty w aplikacji randkowej jesteś trochę jak ten koń. Algorytmy nie tylko łączą ludzi na podstawie hobby. One oceniają Twoją „atrakcyjność”. AI analizuje dane użytkowników, aby poznać ich preferencje i cechy osobowościowe. W praktyce ma to służyć temu, byś otrzymał spersonalizowane rekomendacje, które zwiększają szanse na udane połączenia z bratnią duszą w kosmosie. Najpopularniejsze aplikacje korzystają z AI do analizy czasu jaki spędzasz na przeglądaniu profili czy częstotliwość interakcji z innymi użytkownikami. Dzięki tym danym, AI jest w stanie przewidzieć, które profile będą dla Ciebie najbardziej interesujące. Wykorzystując techniki uczenia maszynowego, algorytmy są w stanie uczyć się na podstawie wcześniejszych interakcji, co pozwala im na ciągłe doskonalenie swoich rekomendacji.
Algorytmy są na tyle dobre, jak dobre są dane, na których są trenowane. Jeśli te dane zawierają błędy, uprzedzenia lub stereotypy społeczne, algorytmy będą je powielać. Przykładowo, jeśli dane dotyczące preferencji użytkowników wskazują na dominację pewnych cech, np. rasa czy wiek, algorytmy mogą faworyzować te cechy kosztem innych grup. W takiej sytuacji mimo, że czujesz się jak mustang na prerii, to masz dużo mniejsze szanse w rankingu, który preferuje konie fryzyjskie. AI decyduje, w której „lidze” grasz. Jeśli algorytm uzna Cię za „trójkę”, to nie pokaże Ci „dziesiątki”, chyba że zapłacisz za Tinder Select ;-) To jest cyfrowa segregacja, prowadzona przez bezduszne procesory, które nie mają pojęcia o tym, że masz świetne poczucie humoru i robisz najlepsze pierogi na wschód od Wisły.
STUDIUM PRZYPADKU:
Poznajcie Jaśminę. Jaśmina jest poczciwą dziewczyną, ale flirt nigdy nie był jej mocną stroną. Postanowiła więc użyć AI-asystenta, by uwieść Alana. Asystent spisał się świetnie – Alan był zachwycony „głębią intelektualną” Jaśminy i szerokim wachlarzem jej zainteresowań. Do czasu pierwszej randki w kawiarni. Kiedy Jaśmina zamiast cytować egzystencjalistów, zaczęła narzekać na ceny w markecie, sąsiadkę z trzeciego piętra i mlaskać przy jedzeniu szarlotki, Alan zrozumiał jedno: Jaśmina nie ma „Rizzu”. Randka skończyła się po 10 minutach i telefonie ratunkowym od kumpla. Jaśmina to jednak twarda zawodniczka, nie poddaje się łatwo. Postanowiła zawalczyć o uwagę wybranka i wysłała Alanowi zdjęcia prezentujące jej…atrybuty.
NIE BĄDŹ JAK JAŚMINA!
AI w randkach to potężne narzędzie, które może nam pomóc wyjść z cyfrowego cienia. Jednak w świecie, gdzie 60% osób podejrzewa interakcję z botem, naszą największą bronią staje się... autentyczna niedoskonałość.
Ciąg dalszy nastąpi…
Milena Górecka, Departament Polityki Konsumenckiej
